niedziela, 6 marca 2011

VII. Słupek.

Kiedy byłam już przy domu, natknęłam się na mojego najukochańszego brata pod słońcem.
-Siema – przywitałam się.
-Hej młoda. Co tam?
-Spoko…
-Co ci się stało w twarz? – przyjrzał mi się.
Tego nie przewidziałam.
-Wpadłam na słupek? – uśmiechnęłam się nieprzekonująco.
-Kurwa. Kto ci to zrobił?! Jak go tylko zobaczę…
-No przecież mówiłam, że to słupek – przytuliłam się do niego.
Pokręcił głową.
-KTO?
Przygryzłam wargę.
-Jake… - poprosiłam – Nie ważne. Jest dobrze. To dzięki tobie, nie zrobili mi nic więcej, a ja obiecałam, że ci nie powiem. Proszę. Nie chcę mieć więcej kłopotów.
Westchnął.
-Ale jak ci się jeszcze będą narzucać, to przyrzekam, że nie dożyją końca tygodnia.
Uśmiechnęłam się.
-Niech ci będzie. Gdzie byłeś rano?
Opuścił wzrok.
-Jake…
-Miałem kilka spraw, mała…
-No ok…
-A ty co takiego zrobiłaś, że napadły na ciebie zbiry? – wyszczerzył się.
-Nic takiego… To długa historia…
-Mam czas.
Uśmiechnęłam się zrezygnowana.
Nagle zobaczyłam biegnącego w naszą stronę Justina.
Mój wybawca.
Przytulił mnie na powitanie.
Mój brat się uśmiechnął i spojrzał na nas pytająco.
-Jesteście razem?
Spojrzeliśmy po sobie z Justinem.
-Hmm… - powiedziałam.
-Hmmm... - powtórzył Bieber.
-Aa... Ok. Spadam gołąbki - zaśmiał się Jake.
-Hej – powiedzieliśmy razem.
-A gdzie Selena? – spytałam kiedy mój brat, zniknął nam z pola widzenia.
-Tam – wskazał sklep.
-Aha.
-No, bo tak sobie szliśmy i zobaczyłem ciebie, to mi wielkodusznie pozwoliła się z tobą przywitać – wywrócił oczami.
Zaśmiałam się.
-Przyjaciółka? Pokłóciliście się?
-Niby nie… Ale jakoś tak nam się dzisiaj rozmowa nie klei…
-Spoko.
-Ej, co ci jest w twarz?
Serio? Wszystkim będę się musiała z tego tłumaczyć? Ups. Jeszcze rodzice…
-Wpadłam na słupek – powiedziałam.
-Ciekawy słupek – zaśmiał się, ale zaraz spoważniał - Nie wierzę ci. Jaki palant ci to zrobił? – spytał wojowniczo.
Naprawdę ich uwielbiam, ale czasem mogliby się tak mną nie przejmować.
-No słupek… Patrz. Selena wyszła ze sklepu – zmieniłam temat.
Spojrzał na mnie smutno.
-Jakbym tylko dopadł tego kogoś…
Pocałowałam go w policzek.
-To do jutra? – spytałam.
Pokiwał głową.
-Przyjadę po ciebie – uśmiechnął się.
-Ok. Będę czekać. Hej.
-Pa. – spojrzał na Sel gapiącą się na nas, przytulił mnie i do niej pobiegł.
Patrzyłam jak idą roześmiani w drugą stronę. Zrobiło mi się jakoś tak dziwnie… Nie. Przecież nie mogłam być zazdrosna…
Spojrzałam na mój dom. Nie miałam ochoty tam wracać… Tyle pytań… Dlaczego nikt nie wierzy w słupek?! W sumie sama byłam sobie winna… Nigdy więcej nie jadę z nieznajomymi… Mam nauczkę.
Wzięłam głęboki oddech i weszłam do domu. Może mnie nie zauważą i będę miała spokojnie czas na make-up.
Odetchnęłam z ulgą. Rodzice właśnie kłócili się z Jake’iem.
Szybko pobiegłam do pokoju. Przejrzałam się w lustrze. Nie było dobrze… Jak najszybciej nałożyłam na siebie sporą warstwę pudru. Ok. Chyba zrobiło się znośnie.

______________________
Przepraszam, że taki krótki, ale następny będzie dłuższy ;) Jeśli się Wam podoba to komentujcie <3

2 komentarze:

  1. Zajebiście <3 Super. Zapraszam na mój :)
    A i napisz na moje gg: 24359544 :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział :D
    @JBmuchloves

    OdpowiedzUsuń