poniedziałek, 27 maja 2013

II rozdział 37

Kiedy pierwszy raz od kilku dni udało mi się tak naprawdę zasnąć, co znaczy, na dłużej niż 2 godziny, przyśnił mi się Justin.
-Hej śliczna – uśmiechnął się do mnie i położył ręce na moich biodrach – Tęskniłaś?
Spojrzałam mu w oczy i zdałam sobie sprawę z tego, że tęskniłam za nim tak mocno, że aż ciężko było mi oddychać.
Skinęłam głową i ze łzami w oczach, wtuliłam się w niego.
Objął mnie czule i musnął czubek mojej głowy.
-Nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić, kochanie – wyszeptał całując delikatnie mój policzek – Wszystko się ułoży w swoim czasie, wiesz?
-Co masz na myśli? – zapytałam niepewnie.
-Nie wierz we wszystko co słyszysz, a nawet widzisz – powiedział smutnym głosem.
-To nie była odpowiedź na moje pytanie…
-Nie wierz, Jenn, okej?
-Ale…
-Zrób to dla mnie. Po prostu nie wierz – odsunął się ode mnie i zaczął się oddalać.
Obudziłam się, próbując złapać powietrze w miejscu, gdzie jeszcze chwilę temu widziałam Justina.
Ciągle wydawało mi się, że słyszę jego głos.
Do tego doszyły inne dźwięki. Strzałów? Szamotaniny? Trzaskania drzwiami? Krzyków.
Zamrugałam energicznie i usiadłam na materacu.
Poczułam lęk, ale nie miałam zbyt wiele czasu na rozmyślanie nad tym co mogło się właśnie dziać.
-Nie ruszaj się – ostrzegł Jason.
Dopiero teraz zauważyłam go, siedzącego w drugim rogu pokoju z nerwowym wyrazem twarzy.
-Co się dzieje? – zapytałam zaniepokojona.
Pokręcił głową.
-Podnieś się – rozkazał.
-Przed chwilą mówiłeś…
-Kurwa, wstawaj! – krzyknął desperacko, również podnosząc się z miejsca – Chodź tu.
-Ale o co…
-Nie bądź idiotką!! – znowu podniósł głos i szybko zaczął zmierzać w moją stronę.
Myślałam nad ucieczką, ale przecież i tak nie miałam gdzie…
Nagle do pomieszczenia wtargnął mężczyzna. Ten, który pierwszego dnia mojego pobytu tutaj, traktował mnie jak szmatę.
-Ta dziwka nas wydała!! – wrzasnął w moją stronę i wymierzył z pistoletu.
Świat się zatrzymał.
Mężczyzna nacisnął na spust.
-Nie wydała, palancie! – powiedział rozpaczliwie Jason i rzucił się odpychając mnie z pola rażenia kuli.
Moje serce biło miliard razy na sekundę, wszystko rozmazywało mi się przed oczami, ale aż za dobrze widziałam krew coraz bardziej barwiącą koszulę Jasona.
Chciałam płakać, wrzeszczeć, uciekać, ale nie potrafiłam się ruszyć.
Nagle w pokoju zjawiło się więcej ludzi.
Umknął mi moment, w którym zniknął koleś próbujący mnie zamordować.
Wszyscy wydawali mi się tylko zarysami postaci.
-Jenn! – usłyszałam głos. Wydawał mi się znajomy, ale nie potrafiłam dopasować go do osoby. Patrzyłam po pomieszczeniu, ale nie potrafiłam zlokalizować kto mnie zawołał. A może tylko mi się przesłyszało? – Jenn – ktoś do mnie podszedł i czule przytulił.
Nie odwzajemniłam uścisku, tylko tępo patrzyłam przed siebie.
-Jest w szoku – powiedział jakiś głos z oddali i wtedy obraz mi się urwał.


Obudziły mnie głosy. Zlewały mi się w jedno, ale po kilku minutach zaczynałam słyszeć je coraz normalniej.
-Jak czuje się Drew? – zapytał jeden z głosów.
-Dobrze. Zdaje się, że ma się najlepiej z całej trójki. Trochę martwię się o Pattie, ale poradzi sobie… Musi. Pomożemy jej – odpowiedział drugi z głosów.
-A Jenn? – poczułam spojrzenie na sobie.
-Jenn jest silna – odpowiedział z pewnością w głosie, a ja wreszcie go rozpoznałam.
Justin.
Poruszyłam się, a oni chyba to zauważyli, bo zamilkli.
Otworzyłam niepewnie oczy i mrugałam nimi wielokrotnie, próbując złapać ostrość.
Na za wiele się to nie zdało, ciągle widziałam niewyraźnie.
-Cześć kochanie – usłyszałam delikatny głos.
Skierowałam spojrzenie w tę stronę i zatrzymałam je na Justinie, kucającym przy moim łóżku.
Nie odpowiedziałam, tylko wpatrywałam się w niego tak długo, aż zobaczyłam go całkiem wyraźnie.
Uśmiechnął się do mnie i dotknął delikatnie mojego policzka.
-Jak się czujesz? – zapytał.
Nie odpowiadałam.
Przyglądał mi się w skupieniu.
-Przepraszam, Jenn – wyszeptał.
Chciałam spytać za co dokładnie przeprasza, ale nie miałam ochoty mówić.
Przeniosłam spojrzenie na postać stojącą niedaleko za Bieberem.
Jake.
Uśmiechnął się do mnie niepewnie, a ja odwróciłam wzrok.
-Jenn? – Justin wydał się zaniepokojony.
Wpatrywałam się w niego pusto.
-To dalej szok, coś innego, czy po prostu nie chce mówić? – zapytał Jus, spoglądając na Jake’a, szukając w nim pomocy.
Mój brat wzruszył ramionami.
-Daj jej dzień, dwa, a może nawet tydzień, Justin. Nie naciskaj. Zacznie mówić, wtedy kiedy będzie gotowa – powiedział.
Bieber westchnął.
-Zostawisz nas samych? – zapytał.
Jake skinął potakująco głową i wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi.
Spojrzenie Justina znowu skierowało się na mnie.
Przyglądał mi się, po czym położył się na plecach obok mnie na łóżku.
Westchnął ciężko i przekręcił się w moją stronę.
-O nic nie pytasz, nie krzyczysz na mnie – mówił cicho – Przez to czuję się jeszcze gorzej…
Patrzyłam w sufit.
-Jenny?
Nie zareagowałam, chociaż widziałam, że jest na granicy płaczu.
Myślałam, że się podniesie i pójdzie, ale zareagował odwrotnie.
Spróbował przyciągnąć mnie do siebie i przytulić, ale wyrwałam mu się.
-Chcę się umyć – powiedziałam głosem, którego sama nie poznawałam.
Spojrzał na mnie zdziwionymi, smutnymi oczami.
-Pomóc ci? – w jego niepewnym uśmiechu, pojawił się aż za dobrze znany mi przebłysk. Pokręciłam przecząco głową i podniosłam się z łóżka.
Zachwiałam się, ale odepchnęłam jego ręce, kiedy rzucił się, żeby pomóc mi utrzymać równowagę.
Postawiłam kilka niepewnych kroków, ale każdy kolejny stawał się pewniejszy.
-Jenn, naprawdę nie wiem czy to dobry pomysł, żebyś szła sama. Co jeśli zemdlejesz? – zapytał śmiertelnie poważnym głosem.
Spojrzałam na niego ironicznie.
-Nie umarłam tam, nie umrę tutaj – powiedziałam ostrzej niż miałam zamiar.
Zanim zdążyłam odwrócić się z powrotem, zdążyłam zobaczyć jego zbolałą minę.
Dotarłam do łazienki i zamknęłam za sobą drzwi.
Nie patrząc w lustro, zsunęłam z siebie ubrania i weszłam pod prysznic.
Odkręciłam wodę i ze spokojem zaczęłam myć włosy.
Nagle, niespodziewanie przygniotły mnie wszystkie zdarzenia ostatnich dni.
Zaczęłam szlochać, szloch zamienił się w dławiący płacz.
Zsunęłam się po ścianie brodzika, skuliłam się i pozwoliłam spływać po mnie wodzie lejącej się z góry.


Justin

Czułem się źle. Tak źle, jak jeszcze nigdy w życiu, a kiedy usłyszałem jej płacz z łazienki, poczułem jak moje serce roztrzaskuje się na miliony, drobnych kawałeczków.
Z całej siły uderzyłem w ścianę, starając się choć w części wyładować moją złość i frustrację, ale to ani trochę nie pomogło.
Usiadłem na kanapie i siedziałem wpatrując się bezcelowo w przestrzeń i wsłuchując się w płacz Jenn.
Tak cholernie chciałem jej pomóc, ale czy tego chciałem czy nie, musiałem dać jej czas. Czas na to, żeby sama pogodziła się ze wszystkim co stało się w ostatnich dniach. O ile w ogóle to było możliwe…
Nagle płacz ucichł.
Przez dłuższy czas było słychać krzątanie się Jenn po łazience, aż w końcu usłyszałem otwierane drzwi.
Odwróciłem się w tę stronę i z trudem powstrzymałem opadnięcie mojej szczęki ze zszokowania.
Jenn wyglądała tak… Normalnie.
Tak, jakby nigdy, nic się nie stało. Jakby ostatnie dni nie miały miejsca.
Kiedy przypatrzyłem się dokładniej dostrzegłem, że jest chudsza, a w luźnej koszuli prawie nie widać jej zaokrąglającego się brzucha.
Kolejna zmiana, którą w końcu dostrzegłem zaszła w jej oczach. Było w nich coś niepokojącego.
-Pięknie wyglądasz, księżniczko – odezwałem się, a ona zdawała się dopiero teraz mnie zauważyć, chociaż byłem przekonany, że wcześniej na mnie patrzy.
-Jesteś słabym kłamcą, Justin – odpowiedziała spokojnie.
Podniosłem się z miejsca i ruszyłem w jej stronę.
Nie zauważyłem u niej żadnej, najmniejszej reakcji.
Podszedłem do niej i odgarnąłem z jej twarzy kosmyk włosów.
Znowu to robiła. Patrzyła na mnie, ale miałem wrażenie, że mnie nie widzi.
Potarłem delikatnie jej policzek kciukiem.
Wróciła zzaświatów i gwałtownie odsunęła się ode mnie.
-Nie dotykaj mnie – powiedziała takim tonem, jakby to było oczywiste, że nie powinienem tego robić.
Cóż. Nie było.
-Dlaczego? – zapytałem – Tęskniłem za tobą tak bardzo, że…
-Gdzie jest Drew? – zapytała nagle, przerywając, a jej oczy się rozszerzyły.
-W swoim pokoju – odpowiedziałem.
Podziękowała skinieniem i poszła w stronę pokoju naszego syna.
Poszła.
Nie pobiegła.
Nie uśmiechnęła się.
Nie okazała żadnych emocji.

_______________________
Czasem musi być źle, żeby później mogło być dobrze, racja? ;)
Piszcie co sądzicie.

15 komentarzy:

  1. szkoda że nie ma nic o Jasonie :p czekam na nn :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale oni mają pogmatwane życie. Jeszcze się nie zdążą pogodzić, a już kolejne problemy nadchodzą. Rozdxiał świetny. Czekam na kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pisz dalej ♥ /WiKuŚ

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudny . Już nie mogę się doczekać kiedy znowu dodasz .<3

    OdpowiedzUsuń
  5. Nieziemski <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nominowałam twojego bloga do Libster Awards ! O więcej info zapraszam do mnie:http://myowncomedy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem jak mogłaś to zrobić. Żeby Justin zabił ludzi mam nadzieje że nie skrzywdziłaś Jasona zaczął mi się podobać. Przeczytałam twoje opowiadanie w 3 ostatnie dni i jestem z ciebie dumna. Twoje opowiadanie jest naprawdę wspaniałe dobrze że wmieszalas do porwania te suke gomez-nie nawidze jej należało jej sie. Przepraszam za błędy nie sprawdzam ich ale twoje opowidanie jest the best czekam na nn i życzę dużo weny. Nie wolno zabijać ludzi i tym bardziej niszczyć związków !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Nieeeeeee biedny Jason.. mam nadzieje, że on przeżyję:) polubiłam go :)
    Ciekawa jestem co będzie dalej i jak Jenn będzie się zachowywała w stosunku do Justin'a.
    Czekam na nn<3

    OdpowiedzUsuń
  10. ale świetny *.* czekam nn <33333333
    i zapraszam do mnie :D http://every-thought-is-about-you.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. kiedy kolejny świetne opowiedanie

    OdpowiedzUsuń
  12. omgomgomgomgomgomgomgomg :***

    OdpowiedzUsuń